Samstag, 1. November 2014

Niemieckie cmentarze - część druga

W pierwszej części cyklu o niemieckich nekropoliach zaprezentowałam Wam wiejskie i małomiasteczkowe miejsca ostatniego spoczynku. Z okazji Wszystkich Świętych wybrałam się na spacer po największej nekropolii w moim mieście. I, jak to na cmentarzu wielkomiejskim, natrafiłam tu na wiele ciekawostek, z którymi nie zetknęłam się na prowincji. Zapraszam do wirtualnej przechadzki razem ze mną! :) 

Wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa. Aby powiększyć - kliknij na nie! ;)

 Przed każdym wejściem stał żołnierz w galowym mundurze, który zbierał datki na utrzymanie niemieckich cmentarzy wojennych. Nie było w tym jednak żadnej nachalności czy nagabywania. Kto chciał, po prostu podchodził i wrzucał jakąś kwotę.

Zaraz za bramą natknęliśmy się na automat do sprzedaży zniczy i zapałek, przyjmujący również zużyte osłonki wielorazowego użytku.

Cmentarz główny założono w XIX wieku, więc nie znajdziemy tu zbyt wielu zabytkowych pomników. Do tego czasu mieszkańców grzebano w centrum miasta, na parceli sąsiadującej z jednym z kościołów. Dziś teren ten wykorzystywany jest jako park i... plac zabaw. Najstarsze i najcenniejsze pod względem architektonicznym pomniki pozostawiono, jednak nie odbywają się tam żadne nabożeństwa. Teren poprzecinany jest alejkami, ścieżkami rowerowymi i stanowi taką małą oazę zieleni. Mimo to na "nowym" cmentarzu natrafiłam na ciekawe przykłady sztuki funeralnej.


 Jak wszędzie, na największe i najbardziej reprezentacyjne mauzolea i grobowce pozwalali sobie najbogatsi, tj. arystokracja i przedsiębiorcy. Powyżej grób rodziny potentata branży cementowej (w końcu jesteśmy na Jurze Szwabskiej!).




Zgodnie z obowiązującą wówczas konwencją, dominuje motyw urny, antycznych dziewic, Piety, ale są też i putta z atrybutami odpowiadającymi profesji pochowanego. W przypadku wojskowych, a tych nie brakowało w garnizonowym mieście, są to szyszaki.



Ten nagrobek urzekł mnie przepiękną czcionką w secesyjnym stylu, którą zachowano również w przypadku członków rodziny zmarłych o wiele później.

A tu ciekawostka: w miarę nowy pomnik w podobnym stylu. Jego "greckość" da się łatwo wytłumaczyć - spoczywa tu były niemiecki konsul na Samos.

 Administracja cmentarza czuwa i bierze pod lupę kwatery nieopłacone i zaniedbane. Na pomniku przykleja się kartkę wzywającą do pilnego kontaktu.

 Ogłoszenie z informacją o tym, które mogiły będą usunięte w najbliższym czasie.

Kto nie mieszka w okolicy, nie ma czasu albo sił, aby krzątać się wokół mogiły, wynajmuje specjalną firmę. Ta zaś reklamuje się taką dyskretną informacją na parceli. Zakłady kamieniarskie też tak robią, ale ich dane są zazwyczaj z tyłu lub z boku nagrobka.



Konewki i taczki do wypożyczenia, kosze na poszczególne rodzaje odpadków. Segregacja śmieci być musi!

Uczestnikom nabożeństwa rozdawano specjalnie na tę okazję przygotowane śpiewniczki.

Typowa dla Niemiec wstążka żałobna na świeżym krzyżu nagrobnym


Nie wiem od czego to zależy, być może od tego, że miasto zdominowane było przez osoby wyznania ewangelickiego (?), ale pojemniczków na wodę święconą było bardzo mało. Dwa ciekawe egzemplarze: w kształcie kamiennej muszli i wtopione w płytę grobowca.

Łatwo o pomyłkę - to naczynko nie na wodę święconą, tylko zwykłą. Na grobie postawiono poidełko dla ptaków! :)


Ptaki ogólnie mają tu klawe życie! Ze względu na spokój i bujną roślinność, jest ich tu mnóstwo. Nie brakuje karmników, rozlokowanych dyskretnie w zaroślach. Ale przy jednej z kwater zobaczyliśmy mały ozdobiony karmniczek z kulą z tłuszczu i ziaren dla sikorek. Jakoś trudno by mi było wyobrazić sobie coś takiego w Polsce!


Skoro już jesteśmy przy naszej ojczyźnie... Tutejsi spadające z drzew liście albo ignorują, albo uprzątają, albo... groby osłaniają siatkami. Szkoda, że w moim rodzinnym mieście zarządca cmentarza i mieszkańcy tak sprzysięgli się przeciwko starym lipom, że je bezlitośnie pokaleczno, zostawiając tylko żałosne kikuty. Inne, mniejsze drzewa, po prostu wycięto. Do dziś mi ich żal. Z jednej strony rozumiem, że z listowiem było sporo kłopotu, ale ich cień, szum i majestat od lat współtworzył atmosferę nekropolii... 




To, czego siłą rzeczy nie było na mniejszych cmentarzach, które odwiedzałam, było to: miejsce pochówku osób, które po śmierci zdecydowały się oddać do dyspozycji swoje ciało wydziałowi medycyny tutejszego uniwersytetu. Wszyscy mają takie same tabliczki. Niektóre osoby pochowane są anonimowo, brak przy nich kwiatów czy zniczy. Inne ktoś odwiedza, zapala lampki, kładzie wieńce czy stawia doniczki z kwiatami. Koszty wystawienia pomniczka, pochówku i pielęgnacji ponosi uczelnia. Darczyńcy upamiętnieni są także tym obeliskiem wdzięczności.

 Nie wszystkie osoby decydują się na typowy nagrobek, czy, ogólnie, kwaterę. Bywa, że życzą sobie być pochowane dosłownie na trawniku i anonimowo. Oczywiście w takich przypadkach chodzi o urnę. Tylko najbliżsi (i administracja) wiedzą, kto spoczywa w danym miejscu. Myślę, że taki sposób grzebania jest dość obcy polskiej tradycji...

 Na jednym z miejsc rodzina posadziła drzewo, które jest przystrojone sercami, wierszami i innymi elementami.

 Zbiorowa parcela, w której pochowane są skremowane osoby. Objaśnia to tabliczka zarządcy. Bywa, że zabrania się stawiania przy tego typu mogiłkach ozdób i zniczy, ponieważ nie życzyły sobie tego zmarłe osoby.

 Anonimowa kwatera, o której pielęgnację (w tym roślinność) troszczy się administracja.

 I jeszcze jedna, z tym, że mamy tu kolumny z nazwiskami skremowanych.

 A tak wyglądają indywidualne kwatery prywatne, w których złożono urny.

Można i tak... Są osoby, które chcą, aby ich prochy pochować na łące - bardziej anonimowo już się nie da... Wiem, że taka była ich wola, ale patrząc na to, ogarnia mnie pewien smutek. :(


Symboliczna zbiorowa mogiła dzieci utraconych. A na niej wszystko: aniołki, maskotki, wiatraczki, kwiaty, znicze...


 Groby najmłodszych rozpoznać można od razu...



 Ich zdjęcia, ulubione zabawki, jak tu: samochodziki...
 
... czy niemowlęce grzechotki położone na mogiłce ściskają za serce. :(


 Znaki żyjących - na wielu grobach spotkać można osobiste akcenty bliskich i znajomych pochowanych osób. Na przykład tutaj odwiedzający mogiłę wrzucają do specjalnych pojemniczków opisane kamienie, przywiezione przez siebie z różnych zakątków świata. Pewnie kryje się za tym jakaś historia... Jest też piłka golfowa.

 Na kilku grobach widziałam zalaminowane rysunki dziecięce - dla dziadka, babci...

Obok kupnych ozdób takich jak aniołki, otwarte księgi, serca, ptaszki, były też własnoręcznie pomalowane i ozdobione sentencjami kamyczki.

 Maski na płycie nagrobnej pozwalają przypuszczać, że to mogiła aktora...

 
... tu oczywiście spoczywa były myśliwy/leśnik - spójrzcie tylko na to poroże na krzyżu; znalazły się też leśne zwierzęta z drewna!


 Patriotyzm lokalny czy profesja? Na dwóch nagrobkach odkryłam elementy katedry, znaku rozpoznawczego miasta.

Symbolem miasta jest też wróbel ze słomką w dzióbku (Ulmer Spatz), akże nieodłącznie związany z katedrą.

 Nie mogło być inaczej - na kwaterze samozwańczego króla Ulm, jubilera, rzeźbiarza i oryginała stanęła kopia jego najsłynniejszego dzieła, baletnicy. Oryginał znajduje się przed miejscowym teatrem.


Czegoś takiego nie widziałam nigdzie indziej! Na jednym z grobów umieszczony był stojaczek, jakby książka z ruchomymi stronami z grubego tworzywa. Jak się okazało, była to miniaturowa genealogia rodziny.

Ciekawostka, na którą na niemieckim cmentarzu natrafiłam po raz pierwszy. Podobne zdjęcia widywałam tylko na polskiej stronie "Bareizmy współczesne". Apel do złodzieja kwiatów pozostawiony przez opiekunów jednego z grobów.

 Muszę z czystym sumieniem powiedzieć, że cmentarz w naszym mieście jest pełen uroku, zieleni, spokoju, dystynkcji...


 Położony jest na tarasach...

 ... ale o jego wyjątkowości przesądza strumyk, który przez niego przepływa. Obok szumu drzew, śpiewu ptaków, to właśnie jego szmer słychać najbardziej. Przypuszczam, że był specjalnie zaprojektowany. Wpada do małego stawu, obok którego ustawione są ławeczki.


Po krótkim odpoczynku zapraszam Was do dalszego spaceru. Nie pokażę Wam już mogił wojskowych, symbolicznych obelisków ku czci ofiar I i II wojny światowej, jeńców, części żydowskiej itd., bo nasz spacer trwałby stanowczo za długo... ;)

W zamian za to rzućcie okiem na najoryginalniejsze nagrobki, na jakie tu trafiłam. Naturalnie nie wszystkie, bo było ich o wiele więcej! ;)

 Niepowtarzalność i nowoczesność - to kwintesencja stylu najświeższych niemieckich nagrobków. Tak jak tego, z elementami z metalu.


 

 Metaloplastyka

 Ascetyczna bryła bez religijnych znaków

 Monumentalny krzyż z drewna

 Imię zmarłego wkomponowane dosłownie w kształt pomnika. W lampce nagrobnej znajduje się zalaminowane zdjęcie jego rodziny.

 Nic, tylko kamień i mały krzyżyk

 To chyba najdziwniejsza forma, jaką widziałam!

 Na wielu parcelach zasadzone są drzewka iglaste lub liściaste. Te, których liście przebarwiają się na kolor żywej czerwieni, wyglądają przepięknie.


 Pomnik ze szklanym "okiem"

 Płaskorzeźba - tajemniczy cień, bardzo frapująca...

 Nietypowy projekt

 Konar drzewa z przymocowaną malutką tabliczką z danymi pochowanego

 Ułożony na stałe stosik kamieni

Szklana bryła

 Rodzynek: twarz zmarłego na pomniku. Pierwszy tego typu przykład, który widziałam, jednakże trochę inny od tych polskich - oblicze bardziej schematyczne. Zdjęć na pomnikach też jest niewiele. Na tym cmentarzu widziałam zaledwie kilka. Osoby na nich były roześmiane, a jedna z ukochanym psem. :)

 Wiersz na grobie młodozmarłego


 Jedyny w swoim rodzaju, wręcz optymistyczny i pełen lekkości obelisk: kolorowe płaskorzeźby, motyw Zmartwychwstania, strumienia - wody żywej, niebiańskiej łąki, Psalm 23. (Pan jest Pasterzem moim) na bocznej ścianie... Pełen nadziei na życie po śmierci pomnik.






Kommentare:

  1. Świetny post, jak wszystkie zresztą ;) Uwielbiam stare cmentarze, a już w szczególności takie "parkowe", jak ten przedstawiony powyżej. Co do grobu z symboliką katedry - napisane jest na nim "Dekan", czyli (za wikipedią) " in der römisch-katholischen Kirche der Vorsteher einer Gruppe von Priestern" (u nas zwie się tę funkcję "dziekan", tak jak zarządzający wydziałem wyższej uczelni). Wracając do nekropolii jeszcze - polskie cmentarze wypadają słabo w porównaniu do niemieckich, u naszych zachodnich sąsiadów bez porównania więcej (o dziwo!) fantazji i jakiegoś takiego luzu. U nas metry kwadratowe granitu, a większość nagrobków jakby z jednej taśmy fabrycznej zeszła (wycinanie, albo ogołacanie drzew z gałęzi już litościwie pominę...). PS. Najbardziej ujął mnie nagrobek z poprzedniego wpisu - szary sześcian z kamienia, a obok drzewko z czerwonymi liśćmi (ale ja kocham minimalizm i nie lubię przesady). Pozdrawiam, Sebastian :)

    AntwortenLöschen
  2. E. John, na którego grobie jest fragment katedry, był tam kiedyś pastorem - stąd symbol. Ale kim był drugi pan, nie rozgryzłam. Nagrobek, o którym piszesz, też wywarł na mnie duże wrażenie! Nie widziałam nigdy niczego podobnego. Z tego wpisu utkwiła mi w pamięci ta zwykła-niezwykła płytka z tajemniczym cieniem. Szkoda tylko, że nie widać go tak dokładnie, mój aparat jest całkiem zwykły, umiejętności fotograficzne też przeciętne :)

    AntwortenLöschen