Freitag, 23. Januar 2015

Zakupowym foliobiercom mówię "nie"!

Dawno, dawno temu, w czasach mojego wczesnego dzieciństwa, produkty spożywcze pakowało się głównie w papier. Pamiętam to jak dziś: szłam z mamą do osiedlowego sklepu, jedynego zresztą, znanego w okolicy po prostu jako "pawilon". Zanim przeistoczył się w wyniku nieuniknionych zmian gospodarczych w sklep samoobsługowy, klientów obsługiwały dwie sprzedawczynie, w białych fartuchach i z obligatoryjną... hmm... wstążką (?) na głowie. Należało odstać swoje, a potem prosić o kolejne produkty, których cena podliczana była przez sklepowe długopisem na wielkich arkuszach szarego papieru. Moja głowa sięgała właśnie poziomu lady i pamiętam, z jaką fascynacją przyglądałam się szybkości, z jaką rachowały, a także sprowności, z jaką zawijały zakupy w papier.

 Źródło: swr.de

Pamiętam też późniejsze czasy, lata 90., kiedy to co jakiś czas, a przed Świętami to już obowiązkowo, trafiały do nas paczki z Niemiec. Czekało się na nie z ogromną niecierpliwością! Podjazd busika (na poczcie kradli, więc Ślązacy opracowali swój system przewozów) ;) i dzwonek do drzwi elektryzowały całą rodzinę, która zbierała się w kuchni, aby oglądać zawartość PACZKI. Jej otwierania, wyciągania po kolei każdej rzeczy, a nawet zapachu towarzyszącego temu ceremoniałowi nie zapomnę do dziś! Na dnie każdej paczki, a pewnie i na samym wierzchu, spoczywały zawsze plastikowe reklamówki. Coś, czego w Polsce jeszcze nie było! Kolorowe, powiew Zachodu, szpan. Oj, to były czasy...

I choć za żadne skarby nie cofnęłabym się do tamtych czasów, to jest jedna rzecz, za którą tęsknię, a mianowicie... mniejsza ilość wszechobecnych opakowań z plastiku i folii. 

 Źródło: plasticontrol.de

Dzięki blogowi Madou en France dowiedziałam się, że dziś przypada dzień bez opakowań foliowych. Tak się składa, że temat jest mi bardzo bliski.

Za każdym razem, kiedy jestem w Polsce, uderza mnie to, że, niestety, do kwestii ochrony środowiska i zdrowego życia podchodzi się z o wiele większą nonszalancją niż w Niemczech. Na szczęście i w tu zaczyna się coś ruszać, jednak wciąż mam wrażenie, że podejmując te tematy w rozmowach z polską rodziną i znajomymi traktowana jestem nie do końca serio. Do podobnych wniosków doszły także moje koleżanki, które od paru lat mieszkają w DE.

Czymś, co bulwersuje mnie najbardziej, są właśnie foliówki, torebki jednorazowe wciskane nam na każdym kroku tak, jakby to była oczywistość (oczywista!). Zdecydowana większość społeczeństwa bierze je chętnie - w myśl typowo polskiej zasady: bierz, jak dają.

 Hipermarket Auchan

Fot. Polschland

Niedaleko domu moich teściów znajduje się hipermarket i galeria handlowa. W zasadzie powinnam się do tego już przyzwyczaić, ale wciąż nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego ludzie wybierający się na wielkie, tygodniowe zakupy, podjeżdżający samochodami i biorący największy wózek, nie są w stanie zabrać ze sobą czegoś, co pomieściłoby zakupione towary i każdą rzecz pakują w dostępne na kasie foliowe woreczki... Pomijając ekologię, o której w tej sytuacji oczywiście nikt nie myśli, ani to wygodne, ani praktyczne!

Źródło: sesbe.republika.pl

Obrazek drugi. Market Biedronka w moim miasteczku. Akcja miejscowego hufca: harcerze pomagają pakować zakupy. Przy każdej kasie obstawa, ładująca wszystko w foliówki - bez pytania. Prosimy z Mężem o niepakowanie naszych rzeczy. Napotykamy na wzrok pełen zdziwienia, a w głowach pewnie komentarz, że tacy jesteśmy skąpi. Wyjaśnienia sobie darujemy, bo coś nam się wydaje, że nie byłoby sensu.

Cel chwalebny, proszę bardzo, niech młodzież się uczy zarabiać na swoje potrzeby. Tylko dlaczego w takiej rzeszy głów odpowiedzialnych za planowanie i realizację akcji nie zrodził się jakiś inny, bardziej przyjazny dla środowiska pomysł?

Szukam w polskim necie. Echa tego przedsięwzięcia, owszem, są. Główie pozytywne, ale i negatywne: a to harcerze są nachalni, a to żeruje na nich kierownictwo marketu. O tym, że podczas akcji rozdano setki tysięcy plastikowych worków, cisza. Czyżbym była tym przysłowiowym wołającym na pustyni?   

Statystyczny obywatel Unii Europejskiej w ciągu jednego roku zużywa średnio 500 foliowych worków - każdy około 23 minut.

Źródło: okasanlovesyou.files.wordpress.com

Kto raz widział zdjęcia zaśmieconego morza czy oceanu albo wstrząsające fotografie zwierząt zdeformowanych przez plastikowe części, z folią w żołądku itd., ten nie jest w stanie ich wymazać z pamięci. Choć może się mylę, bo poziom wrażliwości jest przecież różny...?

Źródło: planet-wissen.de

Znana jest teoria mówiąca, że poziom świadomości ekologicznej jest proporcjonalny do poziomu życia mieszkańców. Słowem: im społeczeństwo bogatsze, mniej musi troszczyć się o to, co do garnka włożyć, tym więcej ma czasu na ekologię. Tymczasem... jak wytłumaczyć fakt, że całkowity bądź częściowy zakaz używania plastikowych toreb obowiązuje już w krajach takich jak Mauretania, Bangladesz, Bhutan, Papua-Nowa Gwinea, Ruanda i Tanzania?

 Foliówki - w Rwandzie nielegalne od 2006 roku

Fot. Polschland

Cieszy mnie to, że w Polsce coraz więcej, choć wciąż za mało o tym się mówi. Że coraz więcej sklepów żąda opłaty za plastikowe worki. Że torby z materiału zdobywają coraz większą rzeszę zwolenników. Że w końcu wprowadzono segregację odpadów i coś na kształt niemieckiego "żółtego worka" (Gelber Sack). Ale to wciąż kropla w morzu! Wybaczcie, ale chyba ważniejsza od kolejnej teorii spiskowej czy za ciasnych spodni jakiejś piosenkarki.

No dobrze, ponarzekałam. Ale co ja i mój Mąż robimy w tym temacie? :)

 Torby z materiału z tekstami po szwabsku.

Nie mam karty klienta,
nie mam karty payback,
nie podam kodu pocztowego.
Chcę tylko zrobić zakupy!

Amen! - chciałoby się powiedzieć ;)

Niczego nie kupujemy, my tylko oglądamy.

Fot. Polschland

Na szczęście do historii odeszły czasy, kiedy obciachem było się pokazać z materiałową siatką, kojarzącą się albo z babcią, albo z biedą. Dziś sporo osób takie szyje. W sklepach dostępne są świetne modele - z obrazkami, z zabawnymi tekstami. Ale... istnieje niebezpieczeństwo, że takiej torby będzie nam zwyczajnie szkoda na zwykłe, codzienne zakupy. A przecież nie o to chodzi! :)

Wiele firm, organizacji, urzędów miasta czy sklepów rozdaje materiałowe torby jako promocyjny gadżet. To mi się podoba! :) Co więcej: są sklepy, które dopłacają nam drobną sumę, jeśli zrezygnujemy z foliówki! (i jak u mówić o niemieckim skąpstwie?) ;)

Widząc taką taszkę, każdemu Ślązakowi szybciej zabije serce! ;) Szeroki wybór zabawnych toreb oferuje np. sklep Gryfnie. Nie płacą mi za reklamę (nawet nie wiedzą, że to piszę) - mam kilka innych rzeczy stamtąd i jestem z nich zadowolona; poza tym popieram tego typu inicjatywy lokalne!

Źródło: gryfnie.com


W domu mam co najmniej kilkanaście toreb z materiału o różnej wielkości i pojemności. Nie są jakieś dizajnerskie. Wręcz przeciwnie: są w stałym użyciu, sprane, po przejściach. Mają mi służyć do transportowania zakupów na trasie sklep - dom. Jeśli będę chciała paradować z It-bag, zainwestuję w Chanel. ;)

Jedną lub dwie torby staram się mieć zawsze w torebce bądź plecaku, gdybym zdecydowała się np. w drodze z pracy zahaczyć o jakiś sklep. Nie zajmują wiele miejsca, a są niesamowicie przydatne.

Jeśli pech chciał, że nie mam ich przy sobie, zakupione produkty ładuję wprost do torby (wiwat pojemność!), do koszyka przymocowanego na rowerze bądź biorę ze sklepu pusty karton i do niego wkładam zakupy. W ostateczności trzymam w ręku. Nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się kupić reklamówki.

 Źródło: dfotos.de

W Niemczech tekstylne siatki (Stoffbeutel/Stofftasche) są bardzo popularne. Na duże zakupy w supermarkecie, po które jeździ się samochodem, wiele osób zabiera składane kosze (Einkaufskorb; zdjęcie poniżej), do których na parkingu przepakowuje zakupy prosto z wózka (Einkaufswagen).

  Źródło: discounto.de

Starsi ludzie chętnie korzystają z torby na kółkach, tzw. Einkaufs-Trolley. Ci, którzy są jeszcze mniej sprawni i poruszają się z "balkonikiem"/"chodzikiem" (Rollator), ładują swoje zakupy wprost do niego.

 Rollator

 Einkaufs-Trolley

Źródła:  br.de;
kind-spielzeug-puppenstuben.b2b-trade.de

W moim mieście, a także w wielu innych, dwa razy w tygodniu na głównym placu przed katedrą odbywa się malowniczy targ (Wochenmarkt). Nie ma on nic wspólnego z tym, co kojarzy się z  prowizorycznymi budami z chińską odzieżą, płytami CD, butami itp.

Oferowane są na nim owoce, warzywa od okolicznych rolników, mięso i wyroby mięsne, ryby, nabiał, pieczywo, domowe przetwory (soki, dżemy), produkty pszczele, przyprawy, zioła, kwiaty cięte oraz doniczkowe, a także ciepłe przekąski typu bułka z kiełbasą z grilla. Środy i soboty to stały punkt programu w kalendarzu wielu mieszkańców. Ba! W dobrym tonie jest robić zakupy na targu. Lubię obserwować zwłaszcza stateczne, eleganckie pary w starszym wieku, dobrze sytuowane i ubrane zgodnie z najnowszą modą, które wolnym krokiem przechadzają się między stoiskami, celebrując zakupy. Towarzyszy im najczęściej kosz z Reisenthela - kultowej monachijskiej firmy z tradycjami, specjalizującej się w torbach, koszach na zakupy, kosmetyczkach itp.

 Klientka z koszem Reisenthel

Źródło: j-re.de

Swoich zwolenników mają też tradycyjne duże wiklinowe kosze (Weidenkorb).

Kosz z wikliny też się sprawdza

Źródło: floersheim-main.de

Na targu, jak to na targu, wiele rzeczy się odważa i sprzedawcy pakują je do foliowych toreb. Na szczęście, nie wszyscy tak robią. Na wielu stoiskach np. wiśnie sprzedaje się papierowych tytkach (rożkach), jak za dawnych lat albo pakuje w stare gazety lub arkusze przyciętego papieru. Niektórzy dają do wyboru - plastik albo papier. Ja zawsze, jeśli już, proszę o zapakowanie w papier.

Jeżeli mamy ze sobą własną materiałową siatkę, sprzedawca chętnie pomoże nam włożyć sprawunki albo nawet skompletuje zakupy za ladą. Dwie tego typu sytuacje widzicie na poniższych zdjęciach.


Źródło: stuttgarter-wochenmaerkte.de; ruhrnachrichten.de

Mam dwa rodzaje materiałowych toreb: te ciemne przeznaczone są na zwykłe zakupy, te białe - na pieczywo. W niemieckich piekarniach nie podadzą Wam co prawda bułki opakowanej w folię, ale w papierowej torebce. A skąd się bierze papier, wszyscy wiemy. ;)

Idąc po chleb zabieram ze sobą więc własną siatkę. Sprzedawców proszę o włożenie towaru, w supermarkecie rozchylam po prostu worek, żeby było widać o mam (albo kasjer/ka robi to sam/a) i po sprawie. Nigdy nie zdarzyło mi się, żeby ktoś miał do mnie jakieś pretensje z tego powodu.

Pieczywo przynoszę do domu i przechowuję w torbie z materiału. Ekologicznie, nie wysycha i nie pleśnieje.

Fot. Polschland


 Nie ma to jak umieć śmiać się z samych siebie!
Na torebkach z jednej z piekarni w szwabskim Esslingen można przeczytać następujące słowa:

Mawia się, że my, Szwabi, jesteśmy wyjątkowo oszczędni.
To nie tak.
Zwracamy raczej większą uwagę na to, co dla nas cenne i miłe sercu.
Nie oszczędzamy natomiast na przyjemności.

Oto niektóre - podane w dobrej wierze - szwabskie wskazówki odnośnie ponownego wykorzystania tego oto papierowego woreczka:
- na każdą okazję: wyprasować i użyć ponownie;
- na sylwestra: nadmuchać i przebić;
- na urodziny: zapakować prezent;
- dla dzieci: poduszka powietrzna do samochodu;
- na meble: jako pokrowiec na kanapę;
- dla modnych: nosić jako kapelusz;
- dla pilotów-hobbystów: jako wiatromierz.

Szwab potrafi! ;)

Fot. Polschland


Z ciężkim sercem przychodzi mi branie foliówek, gdy kupuję w markecie np. pieczarki na wagę i muszę wydrukować kod kreskowy produktu. Na te owoce i warzywa, których nie trzeba pakować albo pojedyncze sztuki (kiść bananów, mango, ogórek itp.) przyklejam po prostu paragon.

Wybieram opcję po lewej :)

Fot. Polschland

Jeśli chodzi o inne rodzaje zakupów, tj. nie spożywcze, to też pewnie nikogo nie zaskoczę: także zabieram na nie swoje własne torby lub wkładam je do torebki czy plecaka. Niestety, w Niemczech firmowe reklamówki rozdziela się nagminnie, a ludzie, choć w przypadku "spożywki" się pilnują, tu jakby w ogóle zapominali co całej idei. :(

Jestem w stanie zrozumieć, że torba po zakupach w butiku Versace może być powodem do dumy. Ale skoro ruszamy na rajd po sieciówkach typu H&M czy New Yorker, to chyba nic nie stoi na przeszkodzie, żeby sobie darować, ewentualnie wziąć jedną reklamówkę i do niej pakować ciuchowe zdobycze z innych sklepów, prawda?

 Źródło: wdr.de

Ktoś może powiedzieć, że foliowemu woreczkowi czy plastikowej reklamówce można dać drugie życie. To częściwo prawda. Problem tkwi w tym, że zazwyczaj mamy ich dużo za dużo, o wiele więcej niż potrzebujemy.

Ja naprawdę nie mam pomysłu, co mogłabym z nimi robić. Jako worki na śmieci się u mnie nie sprawdzają. W moim rodzinnym domu w foliowych woreczkach mroziło się produkty. Z tym, że po zamarznięciu nikt już nie wiedział, co w nich jest (np. maliny czy mielone mięso?), a po rozmrożeniu były brudne i nie nadawały się już do niczego. Ja do tego celu używam plastikowych pojemników, które są moim zdaniem o wiele bardziej praktyczne i przyjazne środowisku.

Moja szuflada z plastikami

 Daj kosza foliówce!

Fot. Polschland

Pokrewny wpis:

Kommentare:

  1. Mam bardzo podobne podejście do tego tematu. Niesamowite ilości plastikowych siatek używane są w Azji Płd.-Wsch., nawet napoje są do nich odlewane. Ja plastikowe siatki w domu zbieram - te cienkie używam do koszy na śmieci w łazience, a te większe składam i trzymam, może się kiedyś przydadzą. Poza tym oczywiście siatki bawełniane. Pozdrawiam!

    AntwortenLöschen
  2. Wow, rzeczywiście byłby z tego baaardzo długi komentarz! Ostatnio w Polsce dużo się zmieniło na dobre, ale i tak ciągle można się spotkać z pakowaniem wszystkiego do siateczek jednorazowych, albo z niemożliwością naklejenia kilku naklejek na woreczku "zbiorczym" z owocami w supermarkecie. Zdarza mi się robić zakupy w Niemczech i naprawdę podziwiam mieszkańców za bardzo ekologiczne podejście (wypracowane nieco przymusem, ale liczą się efekty!). Mam nadzieję, że jeżeli będziemy o tym mówić więcej i pokazywać, że da się bez, to i inni zaczną żyć bardziej eko. W końcu jak do tej pory drugiej Ziemi nie znaleźliśmy, więc musimy naprawdę dbać, o tę którą mamy, bo jest tylko jedna.
    Pozdrawiam!

    AntwortenLöschen
  3. Hej, tak, jak już wiesz, mam inne zdanie na temat siatek, głównie dlatego, że nie przywiązuję wagi do ochrony środowiska. Ale każdy może mieć inne zdanie na ten temat i pewnie świat nie były ciekawy, gdyby każdy miał te same opinie :) Myślę, że nie każdego stać na to, aby ciągle kupować siatki foliowe, zwłaszcza w Polsce. W Niemczech też te wynagrodzenia na początku "kariery" nie są jakoś kolosalne, aby jeszcze sobie dodawać dodatkowe wydatki. Dlatego ja nadal czekam na siatki, a wykorzystuję je zacnie, bo w końcu do segregacji śmieci :) Pozdrawiam i życzę trochę tolerancji dla osób z innymi opiniami. :)

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Nie musisz mi tego życzyć, bo tolerancję to mam - tylko o akceptację trudniej. Jeśli finanse są problemem, to tym bardziej radzę zainwestować w torby wielokrotnego użytku. Nie bardzo też rozumiem filozofii "biorę foliowki, żeby segregowac śmieci" - na papier masz kubeł, na inne odpady Gelber Sack, bio trzeba gromadzic w specjalnych papierowych torebkach. Rolka worków do Restmülla kosztuje niecałe euro, więc nie lamentuj. Zresztą widzę, że dalej nie rozumiesz, o co chodzi. W Bangladeszu (notabene biedniejszym od Polski) też nie każdego stać - nie finanse są tu kwestią nadrzędną.

      Löschen